czwartek, 22 września 2011

Humoreska 16. DYLEMAT WĘDKARZA

      Za siedmioma górami, za siedmioma lasami, pośród jezior i bagien,była położona ludna wieś. W tej wsi, od pokoleń, żyła rodzina Wypychów. Najstarszy z pięciorga rodzeństwa Jarek Wypych był znany jako doskonały wędkarz. Na ryby chodził bardzo  często ze swoim najlepszym przyjacielem Zenkiem od Karolaków.
      Zenek od najmłodszych lat kochał się w Kasi siostrze Jarka. Kiedy skończył 25 lat
oświadczył się Kasi. Oświadczyny zostały przyjęte. Szczęśliwi rodzice młodych wyznaczyli datę wesela za kilka tygodni.
      Pewnego czerwcowego dnia, od świtu, Jarek łowił klenie i miał  sukcesy. Postanowił   wrócić do domu okrężną drogą po to, aby zobaczyć jak podrosły czarne
bocianięta w gnieździe na wysokiej sośnie. Szedł łąką, potem lasem, aż doszedł do
rozświetlonej słońcem,pachnącej polanki. Po przeciwnej stronie zobaczył, ku swojemu zaskoczeniu, dwoje kochających się ludzi. Cofnął  się za krzew, aby być  niewidocznym  i obserwował scenę. Po pewnym czasie kochankowie wstali. Wtedy Jarek zobaczył, że to jego siostra Kasia i "Goryl" ojciec trojga dzieci, znany we wsi z dużej siły i małego rozumu.
             Jarka zamurowało. Najpierw stał, a potem biegł przez las, aż do utraty tchu.
Zziajany usiadł na pieńku. W głowie mu się kotłowało. Co ma teraz zrobić? W pierwszej chwili pomyślał, że zabije "Goryla". Ale to nie ma sensu - winna jest Kasia. Powiedzieć Zenkowi? Będzie awantura na całą wieś, z wesela nici, a i przyjaciela może stracić. Powiem Matce? Matka zawsze umiała znaleźć rozsądne wyjście.Jednak dla Matki, to będzie cios, więc po co zadawać Jej ból? Powiedzieć co widział  tej dziwce? Jeśli powie  tylko Kasi, to znaczy, że będzie ją szantażował. Nie będę szantażystą. Co robić? Może dać jej po pysku? Dylemat. Co robić? Po co poniosło   mnie oglądać te bocianiaki?
           Minęło kilka godzin. Spostrzegł, że nie ma ryb i całego majdanu. Powlókł się do domu. Dręczyła go myśl - a może ja nic nie widziałem???
           Koniec bajki.

  Morał:
             1. Są sytuacje w których każde wyjście jest złe.             
             2. Nawet najmądrzejszy wędkarz nie jest w stanie zrozumieć kobiety.

piątek, 12 sierpnia 2011

Humoreska 15. GDY RYBY NIE BIORĄ


Miła wyprawa wędkarska















    W czwartek nałowił pięknych płoci i okoni. Wieczorem zaczął molestować żonę żeby choć raz wybrała się z nim na ryby. Nie chciała o tym słyszeć .W piątek tłumaczył jej długo i zawile jaka to frajda holować ładne sztuki. Miała wątpliwości. W sobotę uległa. W niedzielę 7-letnią Kasię zabrali dziadkowie na działkę. Kasia uwielbiała dziadków, działkę i zielony groszek. Pojechali na przystań. Wypożyczył dużą, stabilną łódź z kapokami. Ona przezornie zabrała kocyk, ręcznik i "coś na ząb". Pogoda była cudowna. On wiosłował w kierunku cichej zatoczki, otoczonej z trzech stron trzcinami, gdzie tak brały w czwartek. Ona, ubrana tylko w strój kąpielowy, wymościła sobie wygodne posłanie. Rozłożył wędki,założył przynęty. Stwierdziła, że weźmie wędkę do ręki kiedy on złowi 3 sztuki. Minęło pół godziny, a spławiki ani drgnęły. Spoglądał to na spławiki to na coraz niżej zsuwający się stanik. Widok był wspaniały, kuszący. W dodatku koło niej było trochę wolnego miejsca. Położył się. Nie protestowała. Zsunął stanik. Dotykał ustami jej ciała. Ręka wędrowała po wzgórzach i dolinach. Najpierw usłyszał ciche pomruki. Potem, z wolna,nieśmiało rozpoczął się śpiew. Śpiew kobiety przeżywającej najwyższe rozkosze. Nie słyszał wściekle wrzeszczącego trzciniaka, łkania mew ani ujadających w oddali psów. Słuchał jej, słuchał uszami i całym ciałem. Przeżywał dumę i satysfakcję mężczyzny, który dał szczęście kobiecie.
        Zeszli do wody. Pływali,nurkowali, ściskali się i podtapiali. Czas się zatrzymał. Świat nie istniał. Byli tylko oni i ich miłość. Wrócili do łodzi i kochali się, kochali. Mieli po trzydzieści parę lat i byli szczęśliwi.
       Nadszedł wieczór. O rybach już nie było mowy. Gdy wracali do domu on zapytał: pojedziesz jeszcze ze mną na ryby?  Odpowiedziała: owszem, bardzo chętnie, pod warunkiem, że ryby nie będą brały.
                                               

czwartek, 11 sierpnia 2011

Humoreska 14. Wędkowałem w Szwecji

                                                    


   Wędkowałem w Szwecji. Tam też ryby mają swoje grymasy i niecodziennie chcą współprac ować z wędkarzem. Spotkałem tam ciekawego człowieka - wędkarza, a może nie wędkarza? Prawie codziennie jeździł łowić ryby na cudowne jezioro Vanern. Łowił tylko z brzegu w zatoczkach i na przystaniach na głębokości do 1m. A co łowił? Łowił leszczyki, płoteczki, okoneczki i inny drobiazg, według zasady im mniejsza tym lepsza. Po każdej wyprawie opowiadał jakie to "gigantyczne" sztuki mu się urwały. Co by to wskazywało, że to wędkarz.
         Dlaczego poświęcał tyle czasu i wysiłku, aby złowić jak najwięcej rybek? Otóż ten Pan, nazwijmy Go Karol, kochał bezgranicznie na pół zdziczałe koty. Przychodziły te koty na jego wielką, piękną posesję, wśród lasów i wzgórz, wtedy kiedy chciały - jak to koty. Było ich siedem, każdy miał swoje imię. Kiedy w obejściu pokazywał się np: "Kubuś" wszystko i wszyscy przestawali istnieć rozpoczynało się karmienie rybami. O nie, to nie były ryby prosto z wody. W czerwcu i lipcu dni w Szwecji są długie. Karol kończył wędkowanie około 23-ciej. Złowione rybki przekładał z siatki do 15-sto litrowego pojemnika z wodą, potem ten pojemnik dźwigał do samochodu [nawet 2 km]. Cały ten wysiłek był po to aby kotki miały jak najświeższe jadło. W domu rybki wędrowały do wypełnionej po brzegi wanny. Następnie Karol jadł obiad i zabierał się do sprawiania śniętych i słabych . Każda była skrobana, patroszona i szatkowana na drobne kawałeczki. Łebki były miażdżone. Około 3-ciej rano Karol szedł spać. Wstawał o 11-stej. Jeśli były koty to je karmił. Karmieniu towarzyszył niekończący się monolog. Jeśli któryś z kotów np: "Mateczka" dał się pogłaskać, to Karol był bezgranicznie szczęśliwy.
         Nie zrobię żadnego odkrycia jeśli stwierdzę - ludzie mają różne " KOTY".